środa, 1 lutego 2017

Tak dla wolności

Szkolnictwo jest systemem, więc jego mniej lub bardziej sztywne ramy wykluczają możliwość pełnego wychowania dzieci, a następnie młodzieży, do wolności. Niestety dla Polski, a także wielu innych krajów świata (większości właściwie), szkolnictwo jest systemem powiązanym z polityką, co tym bardziej czyni niemożliwym długofalowe skupienie się na dobru ucznia jako jednostki (a zarazem istoty społecznej).
Nie od dziś wiadomo, że konsekwencją wychowania ku wolności jest większe prawdopodobieństwo bycia samodzielnym, a także odpowiedzialnym i obywatelskim. Jak jednak realizować takie ideały w ramach sztywnego, a czasem jeszcze nieprzychylnego systemu? Niełatwo – tak jak niełatwo jest nauczać z pasją, wbrew sztampie, zachowując świeże spojrzenie i empatię, szacunek do siebie i innych.
Trudno dziś o spójną wizję edukacji, przyszłości czy absolwenta-obywatela. Moim zdaniem, niezmiennie potrzebujemy ludzi pewnych siebie, kompetentnych, kreatywnych i zdolnych do krytycznego myślenia oraz współpracy. I ten cel mam przede wszystkim przed oczami.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Uważność. Minimalizm. Esencjalizm

Często zdarza mi się tutaj diagnozować nasze czasy i współczesne społeczeństwo. Zwykle skupiając się na negatywach. Na zawrotnym tempie zbierającym pierwsze ofiary, które doznały uszczerbków na zdrowiu – fizycznym, ale też nierzadko psychicznym. Na niezdrowym stylu życia będącym owocem ślepego pośpiechu. Na śmieciowym jedzeniu, nieumiejętności odpoczywania, na braku koncentracji, wielozadaniowości, powierzchownych kontaktach międzyludzkich. Potrzebujemy antidotum – w szkole, w rodzinie, nawet już w piaskownicy.
Literatura fachowa i popularna dostarcza nam wielu podpowiedzi. Każda z nich – tyleż nowatorka, co jakby znajoma – proponuje rozpocząć od swoistego zatrzymania się (vide: http://pedagogiczna-pbwopole.blogspot.de/2016/01/nauka-uwaznosci.html). Kazano nam najpierw przyśpieszać. Dzięki zdobyczom cywilizacyjnym przepływ informacji i samo nawet przemieszczanie się w przestrzeni stały się łatwe oraz szybkie. Obok pozytywów zaistniały jednak – jak zawsze – także negatywy. Zignorowaliśmy więc konieczność odpoczywania, ale przede wszystkim wpadliśmy w pułapkę – krótszy czas realizowania zadania to znaczy więcej zadań do zrealizowania. Najlepiej jednocześnie…
Dzieci nie są przy tym zwolnione z tego szaleństwa. Od urodzenia żyją w czasach pełnych bodźców, medialnego szumu, pośpiechu. Obserwują zabieganych rodziców i zestresowanych nauczycieli, ich codzienność podszyta jest niepokojem, ale jednocześnie pragną też ciągłych fajerwerków, niekończącej się stymulacji. Wiemy, jak ciężko zmotywować dziś uczniów. Różne są tego powody: zmęczenie, brak motywacji wewnętrznej (ale skąd ją wziąć w sytuacji, gdy najmłodsi nie uczą się kontaktu ze swymi emocjami i wewnętrznym głosem w ogóle…?), niskie poczucie własnej wartości, zawyżone poczucie własnej wartości (vide: http://pedagogiczna-pbwopole.blogspot.de/2016/12/stare-bedy-nowe-bedy-pewnosc-siebie.html), otępienie wywołane nadmiarem bodźców…
Uważność i życie w teraźniejszości zaczynają się od umiejętności zatrzymania się – umiejętności trudnej, a nieraz po prostu luksusowej. Bo kogo stać na to w obliczu dużej konkurencji na rynku pracy i kredytów czekających na spłacenie? Pytanie tylko, czy istnieje inna droga - do normalności.


Po uważności pojawia się kolejna wskazówka – minimalizm. Odrzucenie nadmiaru – w każdej postaci. Czy potrzebujemy tylu ubrań, gadżetów elektronicznych, zabawek dla dzieci? Czy potrzebujemy kupować (a następnie wyrzucać) tyle jedzenia? Czy jesteśmy w stanie i rzeczywiście potrzebujemy wszędzie pojechać, wszystko zobaczyć, wszystkiego doświadczyć? I przez całe życie wykonywać w pracy swoje zadania z podobnym zaangażowaniem, odpowiednio szybko i niekoniecznie za większe pieniądze? A nawet jeżeli za większe?
Dziś na znaczeniu zyskuje sposób postępowania zwany esencjalizmem. Co jest dla mnie najważniejsze? Z czego chciałbym zrezygnować, a na czym skupić swą uwagę i wysiłki (vide: http://pedagogiczna-pbwopole.blogspot.de/2015/11/multiprzeklenstwo.html)? Jakaż to byłaby lekcja dla naszych uczniów! Gdyby mogli zaprzestać wykonywania bezsensowych zadań domowych, odtwórczych, spisywanych z internetu lub od siebie nawzajem, bez entuzjazmu i przy braku zrozumienia, po co to robią. Gdyby mogli wykazać się zaangażowaniem i poczuć satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Gdyby wsłuchali się w siebie, odzyskując powoli możliwość samostanowienia o sobie i poczucia sensu… Ładny obrazek. Może nawet niezupełnie nierealny, jeśli spełnić jeden warunek – dać najpierw sobie jako osobie dorosłej, jako nauczycielowi czy rodzicowi, prawo do esencjalizmu.

sobota, 24 grudnia 2016

Zróbmy sobie hygge-święta!

Moda na Skandynawię trwa - równolegle do kilku innych mód zresztą, by wymienić tylko mindfulness czy praktykowanie wdzięczności. Dobrze ma się skandynawski styl w naszych wnętrzach, ale także szerzej pojęty skandynawski styl życia. Ostatnio często na celowniku pojawia się Dania, zwłaszcza w kontekście znanego od pokoleń, a teraz z namaszczeniem opisywanego sposobu na szczęście. Tenże nosi duńską nazwę hygge i oznacza tyle, co odnajdywanie upragnionego stanu w codzienności, w drobnych przyjemnościach.  
Czemuż nie spróbować tej mody? Uprawianie hygge od wieków wiąże się z koniecznością przetrwania – fizycznie i psychicznie – długiej, skandynawskiej zimy. Zatem pora obchodzonych właśnie Świąt Bożego Narodzenia wydaje się idealna, by poszukać szczęścia i radości  w  prostych czynnościach wykonywanych w bliskim, rodzinnym gronie. Bez pośpiechu! Co prawda, upragnionego śniegu raczej nie doczekamy, ale mimo tego miło posiedzieć razem w ciepłych domach, może nawet przy kominku, nad grą planszową czy albumem fotografii lub obejrzeć wspólnie refleksyjny, pozytywny film. Słodkich i słonych przekąsek też zapewne nie zabraknie…  
A po świętach? Proponuję zabrać z sobą tę uważność, niespieszne tempo i umiejętne odpoczywanie w Nowy Rok 2017! Bo jednym z najważniejszych, a na pewno najbardziej sensownych postanowień noworocznych jest – moim zdaniem – zadbać o siebie. Dać sobie czas. I być blisko tych, którzy nas potrzebują, kochają. W sumie, do szkoły też warto z sobą zabrać hygge po świętach. Na początek do świetlicy lub na lekcję wychowawczą. Ale jakby się dobrze zastanowić, to przyda się nie tylko tam… Wesołych Świąt!   

czwartek, 15 grudnia 2016

Stare błędy, nowe błędy: pewność siebie

Coraz częściej analiza różnych raportów, doniesień naukowych, informacji prasowych czy po prostu codzienna obserwacja dzieci skłania mnie do wniosku, że stare błędy wychowawcze zastępujemy nowymi, a działania, które pierwotnie miały na celu poprawić sytuację i wykorzenić przestarzałe przekonania, zostają wypaczone, źle zrozumiane, przedobrzone. Jako przykład pierwszy z brzegu niech posłuży proces budowania u najmłodszych pewności siebie.
Jak wiadomo, trudno bez niej o sukces. Nieważne zresztą, czy rozpatrujemy go w kategoriach zawodowych, finansowych czy – trudnego do zdefiniowania – poczucia szczęścia. Dziecko z zaburzoną samooceną, niepewne siebie, zahukane będzie miało trudność z osiągnięciem obranego celu (nie tylko w kontekście nauki w szkole), z uznaniem krytyki czy porażki, ze zwróceniem się po pomoc, z  konsekwentnym podążaniem własną drogą – jeśli własną drogę w ogóle odkryje i zaakceptuje.
Dawniej system szkolny i wychowawczy w ogóle (w domu, na podwórku, w różnych sytuacjach społecznych) produkował zdyscyplinowane i uległe jednostki. Buntownicy się zdarzali, a jakże, często jednak jako druga skrajność – aroganccy, agresywni, nie dali sobie w kaszę dmuchać. Tak źle i tak niedobrze. Potrzeba było, jak zwykle, złotego środka. Wiary w swoją wyjątkowość, która nie ogranicza jednak perspektywy do czubka własnego nosa. I w końcu podjęto stosowne działania. Promocja praw dziecka, demokratyzacja kolejnych grup społecznych, kult indywidualizmu wprowadziły w ostatnim stuleciu sporo zmian.
Tylko ludzkość lubi się zapędzać. Łatwo jest zachłysnąć się prawami, zapominając przy tym o obowiązkach, o równowadze. Teraz wydaje nam się często, że większość dzieciaków zrobiła się arogancka i agresywna, a to podobno znaczy, iż lekcja pewności siebie została odrobiona. Nic bardziej błędnego. Postawa roszczeniowa, wiara, że coś mi się od świata należy to nie tylko przeciwieństwo zdrowej pewności siebie, ale przede wszystkim przeciwieństwo postawy  pełnej wdzięczności i empatii. I jeśli nawet sukces – to bardzo powierzchowny oraz nietrwały. Złotego środka w dalszym ciągu brak.

środa, 30 listopada 2016

Amerykańscy naukowcy

Powyższa fraza stała się już na tyle popularna – by nie rzec wyświechtana – że często budzi uśmiech na naszych twarzach. I to wcale nie dlatego, że odwoływanie się do amerykańskich badań naukowych jest czymś niewłaściwym czy wskazuje na wątpliwe potwierdzenie. Po prostu badacze zza oceanu zajmowali się już taką wielością tematów, iż niejednokrotnie dochodzili do sprzecznych wniosków. Tymczasem ostatnio śledzenie amerykańskich doniesień naukowych sprawia mi nie lada satysfakcję. Dlaczego? Bo potwierdzają one słuszność pewnych znanych – a właściwie oczywistych – zasad wychowawczych.
I tak jedno z badań wykazało, że już 15-miesięczne dzieci na podstawie obserwacji zachowania wnioskują o cechach człowieka, wykorzystując tę umiejętność w sytuacjach społecznych. Badano mianowicie reakcję maluchów na gniew dorosłego. Okazuje się, że dzieci zachowują dużą ostrożność w stosunku do osób zachowujących się gniewnie – zapewne, by nie stać się celem ich ataku. Inne badanie pokazało natomiast, że niedobór snu u dzieci wczesnoszkolnych (w wieku od 7-11 lat) powoduje różnorodne zaburzenia emocjonalne, od drażliwości i poirytowania po stany lękowe czy depresję. Niedospanie zmniejsza samokontrolę, ale także zdolność do odczytywania sygnałów niewerbalnych i empatię.
            Kamyczek do ogródka dorzucili też fińscy naukowcy. Zauważyli oni, że zdrowa dieta składająca się z warzyw, owoców, ryb, produktów pełnoziarnistych i bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe gwarantuje większe postępy w nauce czytania u dzieci w wieku od 6 do 8 lat. Dobrze mieć czasem naukowców po swoje stronie. Szczególnie w czasach, kiedy zdrowy rozsądek tak często zawodzi…


PS Informacje dotyczące badań naukowych pochodzą z serwisu http://naukawpolsce.pap.pl/

poniedziałek, 31 października 2016

Magiczne czy przeklęte?

Nie, ten wpis nie będzie dotyczył Halloween. Choć może pojawi się kilka słów luźno związanych z czarowaniem… Otóż wróciłam ostatnio pamięcią do miejsc, które w moich szkolnych czasach nie cieszyły się u uczniów zbyt wielką sympatią. Pomimo tego, że ich odwiedzanie oznaczało brak „normalnych” lekcji. Pomyślałam, by sprawdzić, co zmieniło się w tych instytucjach w ciągu ostatnich kilkunastu lat. A na szczęście – dla uczniów i nauczycieli – zmieniło się wiele.
Pierwszym z miejsc, do których uczniowska większość nie pałała zbyt wielką miłością, była biblioteka – szkolna, gminna, miejska. W skrócie: każda. Oczywiście, mole książkowe nie potrzebowały szczególnej zachęty, wiedziały, jakie skarby skrywają rzędy ponurych regałów. Tymczasem reszta uczniów wydawała się znudzona panującą w bibliotece ciszą i monotonią. Panie bibliotekarki też zaszufladkowano jako szare i spokojne, ewentualnie – groźne, niedostępne. Jak wielki krok w kierunku zmiany postrzegania bibliotek zrobiono w ciągu ostatnich dwóch dekad? Zgodny z interesem całego społeczeństwa – potrzebujemy przecież ludzi czytających i oczytanych.


Budowanie własnej, domowej biblioteczki to zadanie przyjemne i na lata, ale też związane z niemałymi kosztami. Dodatkowo, dla wielu osób w naszym kraju wciąż niejasne, niepotrzebne. Są jeszcze – i długo będą – domy bez duszy, czyli bez książek. Ale wypożyczanie stało się o wiele prostsze. I bardziej atrakcyjne. Czytelnik młody i całkiem dorosły traktowany jest jako mile widziany gość, klient nawet. Ściany pojaśniały, pomieszczenia biblioteczne odzyskały dostęp do światła i większą przestrzeń, repertuar dostępnych tytułów stale się powiększa, uwzględniając zainteresowania czytelników. Bibliotekarz to w końcu człowiek z krwi i kości, do tego pomocny, sympatyczny i kompetentny. Jego praca, pasja i wiedza leżą u podstaw rozmaitych akcji czytelniczych, happeningów, spotkań autorskich, wystaw, warsztatów i… podróży (na początek palcem po mapie i z nosem w książce, na przykład do Japonii: http://www.pedagogiczna.pl/index.php/57-galeria/1695-jako-tako-po-japonsku-warsztaty-czytelnicze-3).
Drugim miejscem, które w przeszłości wzbudzało wśród uczniów pomruk niezadowolenia i dreszcz strachu nawet, było muzeum. Przyznaję, że obecnie męczy mnie częsta w nowoczesnych budynkach kakofonia dźwięków. Niemniej jednak w niepamięć odszedł złowrogi i przestrzegany ponad wszelką miarę zakaz dotykania eksponatów. Okazuje się, że poprzez zaangażowanie wszyscy, szczególnie zaś najmłodsi, uczą się najwięcej i najlepiej. Wystawy zyskały na estetce, a wielość pomocy multimedialnych wspomaga procesy poznawcze, jest zaproszeniem dla młodych, żyjących przecież na co dzień w świecie elektroniki. Można więc zwiedzać w sposób szybki i powierzchowny, można też poszerzać i pogłębiać wiedzę, przeglądając dodatkowe materiały. Adresów godnych polecenia jest co niemiara, o kilku muzeach chciałabym zresztą w najbliższym czasie napisać więcej. Teraz polecę tylko wystawę etnograficzną w Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, gdyż – po prostu - darzę ją dużą sympatią (więcej tutaj: http://muzeum.opole.pl/wystawy/stale/).
   I w ten sposób dobrnęliśmy do trzeciego miejsca, które przeszło sporą metamorfozę, próbując zyskać nowych fanów -  do teatru. Ten jest i zawsze był mi szczególnie bliski. Parokrotnie zwracałam już uwagę w poprzednich wpisach (np. tutaj: http://pedagogiczna-pbwopole.blogspot.de/2016/04/jeszcze-o-teatrze.html i tu: http://pedagogiczna-pbwopole.blogspot.de/2016/03/zabawa-w-teatr.html), że dla odbiorców w pewnym wieku brakuje repertuaru i istnieje przez to ryzyko, iż dziecko zaprzyjaźnione z teatrem nie wróci do niego jako dorosły. Ważne jest, by nastoletni widzowie także czuli, że nurtujące ich sprawy, przeżywane przez nich dylematy czy emocje znajdują swoje odzwierciedlenie w sztukach odgrywanych na deskach teatru. Przecież już piąto- czy szóstoklasiści nie odnajdują siebie w repertuarze dziecięcym. Choć to też akurat kwestia inscenizacji, bo pamiętam pozytywne wrażenia, jakie na moich „starszakach” z klasy IV, V i VI wywołała inscenizacja baśni – a jakże! - „Królowa śniegu” w Kochanowskim (http://teatropole.pl/uncategorized/krolowa-sniegu/).
Korzystajmy z pomocy, jaką w edukowaniu i wychowywaniu dają nam biblioteki, muzea i teatry. Korzystajmy, bo na świecie – jak zawsze – potrzeba ludzi mądrych, wrażliwych i samodzielnych. Kontakt z książką, historią czy sztuką jest nieoceniony. Nie każdy uczeń zrozumie i pokocha każde z opisanych przeze mnie miejsc. I pewno nie musi. Ale ważne, by mógł te miejsca poznać i dokonać świadomego wyboru, czy z ich usług w życiu rezygnuje czy jednak nie… 

środa, 19 października 2016

Z wyboru

Ostatni weekend upłynął mi – w związku z piątkowym świętem Dnia Edukacji Narodowej – pod znakiem rozważań na temat zawodu nauczyciela: w Polsce i na świecie, teraz i w ogóle.
Data 14. października może wzbudzać bardzo różne emocje i prowadzić do mniej lub bardziej nieoczywistych wniosków. Trudno dziś stwierdzić, jak społeczeństwo odnosi się do postaci nauczyciela. Najprościej byłoby powiedzieć, że w sposób ambiwalentny.  
W połowie października są oczywiście kwiaty, miłe słowa – o wypełnianiu ważnej misji, o trudach nauczania i wychowywania, za które dziękować to za mało. W rankingu najbardziej prestiżowych zawodów nauczyciel trzyma się mocno. A przecież na co dzień przeważają negatywne komentarze – o krótkim czasie pracy, długich wakacjach, niespełnianiu oczekiwań.
Trudno teraz w kilku zdaniach przeanalizować powyższy temat. Można by za Jesperem Juulem, słynnym duńskim pedagogiem, poszukać winy w samym szkolnym systemie, przestarzałym i nieprzychylnym jednostce. I jeszcze w upolitycznieniu szkoły, która stara się dbać o dobro swych uczniów i brak konfliktu na linii z rodzicami, ale często staje się kozłem ofiarnym niespójnej wizji edukacji, pośród zmieniających się celów, wartości i założeń. Teraz znów trudne czasy, skłaniające do narzekania, pesymizmu, rezygnacji.
Jakie na to remedium? Chyba tylko świadomość, że nauczyciel to zawód specyficzny, bazujący na służbie drugiemu człowiekowi, trudny, ale też dający satysfakcję. Zawód, który się czuje i wybiera. Pomimo trudnych nierzadko konsekwencji. I mając na uwadze najważniejsze – ludzką relację ze swoimi uczniami.